Интервью

Średniowiecze w mercedesie

.
Владимир Сорокин

Żyjemy w epoce zaawansowanych technologii i radzieckich mózgów — mówi o Rosji pisarz Władimir Sorokin, autor wydanego właśnie po polsku «Cukrowego Kremla».

«Cukrowy Kreml» Władimir Sorokin, przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska, W.A.B., Warszawa.

Rosja roku 2028, znana z «Dnia oprycznika», pierwszej części dylogii Sorokina. W użyciu są komórki, internet, telewizja, ale kraj odgradza się od świata Wielkim Murem, społeczeństwo podzielone jest na feudalne kasty, a gorliwa religijność rozciąga się na ubóstwienie władcy. Na Boże Narodzenie car Wasilij Nikołajewicz zrzuca dzieciom cukrowe łakocie w formie Kremla, dorośli zaś szukają zapomnienia w kokainie dostępnej bez recepty w aptekach.

«Cukrowy Kreml» to 15 opowiadań składających się na puzzle pt. «Rosja wg Sorokina». Dla pisarza dylogia była próbą określenia smaku rosyjskiej władzy. «Śnieg, krew, wódka i sok brzozowy — to nasz narodowy koktajl» — konkludował w wywiadach. «Dzień oprycznika» stał się bestsellerem, bodaj pierwszym w karierze Sorokina zaszufladkowanego jako pisarz elitarny i kontrowersyjny. Mimo to «Cukrowy Kreml» można śmiało czytać jako autonomiczną opowieść. Niezwykłą w formie, obrazoburczą w treści, fantasmagoryczną i wcale realistyczną.

Nowa powieść Sorokina, «Zamieć», otrzymała właśnie nagrodę «Nos» (ten z Gogola, 700 tys. rubli) od fundacji Michaiła Prochorowa z uzasadnieniem: «za nowe trendy: koniec sowieckiej epoki». Jest to pierwsze liczące się wyróżnienie tego pisarza w Rosji, gdzie publikuje od 30 lat.

Rozmowa z Władimirem Sorokinem:

— Coś niezbyt słodki ten «Cukrowy Kreml». Nie lubi pan tej wspaniałej budowli?

— Kreml od najmłodszych lat wywoływał we mnie uczucie majestatycznej grozy. Dlatego nigdy nie potrafiłem mu się przyjrzeć jako zabytkowi architektury, dla mnie był tylko symbolem potęgi państwa, koncentracją nieprzyjaznej siły. Coś w tym jest, skoro nawet przyzwoici ludzie, obejmując kremlowskie stołki, zmieniają się w mutantów, zapominają o istnieniu pojęcia etyka.

— Ta książka tchnie pesymizmem...

— Stawiam przed sobą zadania literackie, każda moja książka to eksperyment stylistyczny. Tutaj szukałem nośnej metafory dla współczesnej Rosji. A odbiór jest sprawą czytelników, każdy pojmuje ją odpowiednio do stopnia własnego zepsucia. Niektórzy uważają, że to książka wesoła, wręcz zabawna. Pisałem ją z frajdą, zadomowiłem się w tym świecie.

— «Cukrowy Kreml» tworzy dylogię z «Dniem oprycznika». Tam był monolog Komiagi, przedstawiciela władzy. Tu wypowiadają się różne kręgi: inteligencja twórcza, dysydenci, dojarka, więźniowie, moskiewski plebs. Komentują rzeczywistość niczym chór grecki.

— Monolog oprycznika Komiagi nie opisał wystarczająco Rosji roku 2028. Brakowało mi wypowiedzi postaci drugorzędnych dla historii, ale ważnych dla obrazu epoki. Chciałem spojrzeć na państwo przez odwróconą lornetkę. «Dzień oprycznika» był rodzajem zaklęcia: oby Rosja nie poszła w stronę wskrzeszenia feudalnych form życia. Dwa lata później, pisząc «Cukrowy Kreml», czułem, że moja wizja ma szanse się urzeczywistnić
Fabularnie żadna z 15 nowel nie wiąże się z pozostałymi, ale wszystkie dotyczą istoty państwa rosyjskiego w XXI w. Żyjemy w epoce zaawansowanych technologii i radzieckich mózgów. Rosja nie może wypalić w sobie sowietyzmu, tylko szuka dla niego nowych form wyrazu. Dla pisarza to frapujący problem.

— «Dzień oprycznika» odniósł duży sukces czytelniczy i to nie tylko w Rosji.

— Przełożono go na 20 języków, fragmenty cytował Cohn-Bendit w europarlamencie i miliarder banita Borys Bierezowski w swoim apelu do Putina. W Rosji miał masowe nakłady. Chciałem napisać ludową książkę jarmarczną. Udało mi się w niej połączyć rosyjskie okrucieństwo z rubasznym rosyjskim śmiechem. Tak się u nas zachowywano, gdy lud zbierał się na placach, by zobaczyć publiczną kaźń. W naszym narodowym archetypie śmiech i okrucieństwo to reakcje bliźniacze. Kiedy Iwan Groźny torturował bojarów, smażył ich na rozpalonych węglach lub wrzucał do kotłów z wrzątkiem, zanosił się śmiechem. Oczywiście wraz z nim śmiała się cała świta, jakżeby inaczej. Gdy Stalinowi opowiadano, że prowadzony na rozstrzelanie Zinowiew głośno płakał i modlił się do żydowskiego Boga, wódz tak się zaśmiewał, aż dostał czkawki. Po ogłoszeniu wyroków z procesów pokazowych końca lat 30. włączano w radiu wesołą muzykę — rosyjskie tańce ludowe albo ukraińskiego hopaka. Lud powinien był radośnie witać kaźń wrogów państwa. Wiele okrutnych rzeczy robi się u nas ze śmiechem. Na prowincji ludzie chichoczą, słysząc o 14-letnim wyroku Chodorkowskiego. Myślę, że Putin na Kremlu też chichocze.

— Spowiedź oprycznika czytałam po rosyjsku ze słownikiem Uszakowa w ręku, tyle tam archaizmów.

— A czy w rosyjskim życiu jest mało archaizmów? Centrum ogromnego kraju jest po staremu Kreml zamieszkany przez władców — istoty boskie. Traktują oni naród jak ściółkę do użyźniania ziemi. Ja tylko wyszukałem dla tej sytuacji odpowiednią formę stylistyczną, czyli język XVI-wiecznego feudalizmu.

— Zarazem w książce jest mnóstwo niecenzuralnej leksyki, łącznie ze streszczeniem «Zbrodni i kary» obelżywymi słowami. Po co?

— Po co przepisałem Dostojewskiego matem? Bo to ciekawe zadanie literackie. Wulgaryzmy są pełnoprawną częścią rosyjskiej mowy i życia. Jeśli ludzie na co dzień nie mogą się obejść bez przekleństw, to dlaczego literat, który ich opisuje, ma zachowywać się jak cenzor? To obłuda. Bez matu i wódki nasze życie byłoby nie do zniesienia.

— Czyta pan rosyjskich klasyków, mimo że nie klną?

— Lubię Tołstoja i Gogola. Tołstojowi poza wszystkim zazdroszczę — mieszkał sobie w Jasnej Polanie i miał tysiąc hektarów ziemi.

— Opowiadanie «Szamanko» w «Cukrowym Kremlu» odbywa się w scenerii «Jednego dnia Iwana Iwana Denisowicza».

— Nie chodziło mi o wyśmianie Sołżenicyna, jest takie dobre słowo «aluzja». W patosie Sołżenicyna jest rzeczywiście mnóstwo komizmu, lecz «Archipelag Gułag» powinien być w Rosji lekturą obowiązkową.

— Opowiadanie «Kolejka» to niemal autocytat z pana głośnego debiutu.

— Chciałem pokazać kolejkę w nowej Rosji i na tym tle — jak niewiele zmieniła się mentalność ludzi.

— A może zagrała w panu nostalgia za ZSRR?

— Związek Radziecki już w latach studenckich wywoływał we mnie uczucie obrzydzenia, które z czasem zmieniło się w świadomą nienawiść. Pamiętam, jak w Kijowie w latach 80. nie wpuszczono mnie do restauracji, bo byłem w dżinsach. Dżinsy były atrybutem Zachodu, wszyscy chcieli je mieć, przepłacali na czarnym rynku, ale oficjalnie były zakazane. Zrozumiałem, że ten schizofreniczny twór — ZSRR — nie ma prawa istnieć i przed zatrzaśniętymi drzwiami do dworcowej speluny pomodliłem się na głos i żarliwie: «Panie Boże, spraw, żeby to przeklęte państwo wreszcie upadło!». No i proszę.

— Dlaczego underground jest u pana taki krwiożerczy? W ZSRR dysydenci siedzieli w łagrach albo uprawiali politykę w kuchniach.

— Piszę o dysydentach przyszłości. To ich nowa forma protestu.

— Dojarka Sasza z opowiadania «Chlupino» mieszka w brudnej zagrodzie, jest tępa i tak zobojętniała, że nawet od miłości opędza się jak od muchy.

— Anno, kiedy ostatnio była pani na rosyjskiej wsi? Proszę pojechać i się przyjrzeć. Niewiele się zmieniła od czasów Gogola i «Martwych dusz».

— Chińczycy w pana książce produkują nie tylko tanią bieliznę, ale także mercedesy i boeingi, przy tym karmią całą Rosję. Mieszka ich tylu, że rosyjskie dzieci uczą się w szkołach chińskiego.

— Nie trzeba być prorokiem, żeby przepowiedzieć połączenie się tych dwóch etnosów. Dla rosyjskiego narodu, w którym corocznie więcej ludzi umiera, niż się rodzi, chińska krew będzie ratunkiem. Z krzyżówki Rosjan i Chińczyków rodzą się ładne dzieci.

— W «Cukrowym Kremlu» jest groteska, absurd i realizm. Nie ma za to ani jednego pozytywnego bohatera.

— Nie zgadzam się — skrzywdzeni i poniżeni są bohaterami pozytywnymi. Choćby Marfusza, pracownica w fabryce, i dysydentka Arisza, która chce się zemścić na władzy. To wszystko postaci godne podziwu, a że same kobiety W Rosji kobiety są mocniejsze od mężczyzn, lepiej sobie radzą z życiowymi kataklizmami.

— Feudalne społeczeństwo korzysta u pana z komórek, telewizji, internetu. I zarazem jest ciemne, niewykształcone, zabobonne, wierzy wróżbitom i uwielbia cara. Czy to możliwe?

— Mamy mnóstwo takich czynowników: jeżdżą mercedesami, mają iPhone'y, a w duszy — czyste średniowiecze. Cieszyliby się jak dzieci, gdyby ich poddanych co niedziela poddawano na placu Czerwonym chłoście. Myślę, że w Rosji bez większych oporów dałoby się pogodzić nanotechnologię ze średniowiecznymi torturami. W obu książkach nie budowałem jednak modeli przyszłości, bo nie pracowałem w gatunku science fiction. Chciałem sprowokować rozmowę o współczesności, o istocie władzy państwowej w Rosji.

— Nie żal panu było rozstać się z bohaterem «Dnia oprycznika» Komiagą? Był popularny w połowie Europy!

— Nie żal. Lubię wszystkich swoich bohaterów, ale to jest miłość wyłącznie literacka. Zresztą Komiaga & Co. są u władzy, w szafach mają mundury z KGB-owskimi pagonami, więc rozstałem się z nim tylko na papierze.

— Premier Putin na spotkaniu z pisarzami doradzał dostrzegać pozytywne strony rzeczywistości. Ma pan zamiar napisać coś pozytywnego o Rosji?

— Jak to? Przecież potęgę Miedoputa uwieczniłem już w sztuce «Zaspa». Bardzo pozytywnym utworze.

— «Zaspa» kontynuuje temat dylogii: naród a władza. Nic innego pana w Rosji nie interesuje?

— Interesuje mnie jeszcze miłość i śmierć. Dzięki Bogu władza, radziecka czy putinowska, nieszczególnie przeszkadza mi w uprawianiu zawodu — jestem żywy, zdrowy, na wolności, mogę pisać. I nawet mnie drukują.

— W «Zaspie» ludzie władzy mówią językiem współczesnym, lecz nie sposób ich zrozumieć. Używają słów: wieczność, tymczasowość, bohaterstwo, ale w niepojętym, surrealistycznym kontekście.

— Przemawiają językiem władzy, który jest niezrozumiały dla prostych obywateli. Władza w Rosji zawsze była zamknięta w sobie, odizolowana od narodu, nieprzewidywalna i bezlitosna dla poddanych.

— Jak pan wspomina Jelcyna, który właśnie ukończyłby 80 lat?

— Za Jelcyna były trzy lata — przed wybuchem wojny czeczeńskiej — kiedy nie wstydziłem się za swój kraj. Po raz pierwszy miarą rzeczy był człowiek, a nie dobro imperialnego państwa. Teraz wystarczy włączyć telewizor, by usłyszeć, że Rosja jest wielka, silna i bezgrzeszna, a jednostkę można najwyżej złożyć w ofierze. Jelcyn był normalnym człowiekiem, ruskim chłopem. Dlatego sam podał się do dymisji, nie siedział na najwyższym stołku do śmierci.
Teraz hierarchiczność władzy pozostała nietknięta, osławiona zależność pionowa przetrwała. Żywy jest strach genetyczny, który każe stawać przed władzą na baczność. Jednak proces rozpadu postępuje, powoli, ale nieubłaganie.

— Czy są w Rosji pisarze, na których władza może się oprzeć w propagandzie wielkości Rosji?

— Ciągle czekam na pierwszą wiernopoddańczą powieść rosyjską. Ale nikt, psiakrew, nie pisze. Rozleniwili się.

Inna rzecz, że władza nie przekupuje pisarzy, nie kusi nagrodami i wielkimi nakładami. Są pisarze «patrioci», którzy nie mogą się pogodzić z rozpadem imperium radzieckiego, ale nie ma literatów typowo prokremlowskich.

— W Rosji ważniejsze od faktów są słowa, symbole. Hasło «Rosja wstała z kolan»...

— Teraz wśród liberałów modne jest powiedzonko: «Rosja podniosła się z kolan, żeby stanąć na czworakach». Jesteśmy narodem o logocentrycznej świadomości i słowo waży dla nas więcej niż działanie. To sprawa wielowiekowej tradycji, która przyszła do nas z Bizancjum.

— Reformy zwykle narzucano Rosji z góry. Teraz ruszyło się na dole: każdego 31. dnia miesiąca opozycja wychodzi na mityng, by przypomnieć o 31. artykule konstytucji.

— Internauci wysyłają potem w świat fotografie dziewczyn z wykręconymi rękoma, ciągniętych przez OMON-owców za włosy do suk. Władza tak obrosła materialnym sadłem i oderwała się od rzeczywistości, że panicznie boi się nawet cienia buntu. Jej brutalność ma charakter neurotyczny.

— Kiedy po raz ostatni był pan na Kremlu?

— Pięć lat temu na operze «Borys Godunow». Wystawiano ją pod gołym niebem.

— W «Cukrowym Kremlu» Lenin nie leży już w mauzoleum, pochowano go. Jak pan myśli, czy do roku 2028 zwłoki wodza spoczną w ziemi?

— W czasie zbliżającego się buntu lud rozszarpie jego trupa na pamiątki.

Anna Żebrowska

п е р е в о д :

Средневековье в мерседесе
беседа с Владимиром Сорокиным

— Что-то не сладкий этот ваш «Сахарный Кремль». Вы не любите этот великий символ?

— Кремль всегда, с раннего детства вызывал у меня чувство торжественной угрозы. Именно поэтому я никогда не мог разглядеть его c чисто архитектурной точки зрения и оценить: красив он или нет? Я видел символ могущества государства, средоточие некой неприязненной силы. Опыт показал: Кремль — это такое место, где даже приличные люди со временем мутируют, забывая о существовании понятия «этика».

— «Сахарный Кремль» показался мне самой пессимистичной вашей книгой.

— Я всегда ставлю в первую очередь литературные задачи, решаю вопросы стиля, каждая моя книга это стилистический эксперимент. Здесь я искал выразительныю метафору современной России. А восприятие — это всегда дело читателей. Есть читатели, которые находят «Сахарный Кремль» веселой книгой, даже забавной. Работал я над ней с удовольствием, я обживал этот мир.

— «Сахарный Кремль» это вторая часть дилогии, начатой «Днем опричника» и его героем Комягой. Теперь персонажи расслоились:есть творческая интеллигенция и рабочие, диссиденты, зеки, доярка из Хлюпино. Они комментируют действительность, как греческий хор. Вам недостаточно было монолога представителя власти?

— Недостаточно. Все-таки взглядом опричника Комяги Россию 2028 всю не охватишь, нужны и другие ракурсы. Мне хотелось в «Сахарном Кремле» взглянуть на государство как бы в перевернутый бинокль. «День опричника», как мне кто-то сказал, был своего рода магическим заговором, чтобы Россия не пошла в сторону возрождения феодальных форм бытия. Когда я два года спустя писал «Сахарный Кремль», я чувствовал, к сожалению, что мой вымысел имеет шансы превратиться в реальность. В книге 15 новелл, которые в плане фабулы не связаны друг с другом, но все они касаюся сути русского государства в XXI веке. Мы живем в эпоху высоких технологий, но с советскими мозгами. Россия никак не может изжить в себе советизм и ищет для него все новые и новые формы.

— Книга «День опричника» оказалась очень успешной и в России, и на Западе.

— «День опричника» перевели на 20 языков, куски из него цитировал Конбендит (Cohn-Bendit) на заседании Европарламента, упоминал Березовский в послании к Путину. В России она переиздавалась массовыми тиражами. Я хотел написать русскую народную ярмарочную книжку. И это получилось. В ней русское зверство совмещено со здоровым русским смехом: так у нас и было, когда на площадях казнили по царскому указу. Смех и зверство в нашем национальном архетипе давно уже стали близнецами. Когда Грозный пытал бояр, жарил их на углях или варил в котлах, он хохотал. Конечно, с ним вместе хохотала и вся свита, а как же? Сталин хохотал до икоты, когда ему рассказывали как вели на расстрел Зиновьева, а тот рыдал и молился еврейскому Богу. После зачитывания по радио приговоров сталинских «показательных» процессов, передавали веселую плясовую музыку: русскую или украинский гопак. Народ должен радостной пляской приветствовать казнь врагов государства. У нас многие чудовищные вещи творятся со смехом. Народ в провинции хихикает, читая о 14-летнем приговоре Ходорковскому. Думаю, Путин в Кремле тоже хихикает.

— Я «День опричника» читала по-русски со словарем Ушакова, столько там архаической лексики.

— А разве в русской жизни мало архического? Начнем с Кремля, центра огромной страны, где живут правители-небожители, русская власть, для которой народ всего лишь удобрение. Эти отношения власти с народом я лишь оформил стилистически, отсюда лексика XVI века и разные признаки развитого феодализма: общество разделено на касты, возрождена опричниныа, кодекс Домостоя.

— Одновременно в книге много вульгаризмов, например, пересказ «Преступления и наказания» похабщиной. Зачем?

— Зачем я переписал Достоевского матом? Это вполне интересная литературная задача. Мат — полноценная часть русской речи и русской жизни. Без мата и водки русская жизнь была бы невыносима. Писатели, закрывающие глаза на мат обречены на провинциализм и делитанство.

— Русские классики как-то не ругаются. Вы их читаете?

— Читаю, особенно люблю Толстоя и Гоголя. Льву Николаевичу еще и завидую: жил себе в Ясной Поляне, имел тысячу гектаров земли.

— Нет в вас желания предстать в каком-то проекте учитем жизни, Солженицыным XXI века?

— Не дай Бог.

— Кстати, рассказ «Харчевание» в «Сахарном Кремле» напоминает «Один день Ивана Денисовича». Сорокин хотел посмеяться над Солженицыным?

— Есть хорошее слово «аллюзия». В пафосе Солженицына действительно много комического. Но я не ставил задачи — посмеяться. И, вообще, «Архипелаг ГУЛАГ» я бы посоветовал прочитать всем россиянам.

— Рассказ «Очередь» — автоцитата Вашего громкого дебюта. С какой целью вернулись к старому произведению?

— Показать очередь в Новой России и на этом фоне проследить, как мало поменялся менталитет людей.

— А может это ностальгия по СССР?

— СССР у меня еще в студенческие времена вызывал чувство брезгливости, переросшее потом в осознанную ненависть. У меня нет никакой ностальгии по этой мрачной серой империи. Помню, как в Киеве в середине 80-х годов меня не пустили в привокзальный ресторан, потому что я был в джинсах. Стоя перед дверью этого кабака, я понял, что Советский Союз не имеет права на существование и искренне помолился вслух: «Господи, хоть бы рухнуло это проклятое государство!». И, пожалуйста, рухнуло!

— «Underground» у вас получился кровожадный. Диссиденты в России сидели в лагерях или делали политику на кухнях.

— Я же пишу книгу о будущих диссидентах. Это их новая форма протеста.

— Китайцы у вас производят мерседесы, боуинги, и при этом кормят всю Россию. А живет их в России столько, что российские дети учат в школе китайский язык.

— Здесь и пророком не надо быть, чтобы предсказать слияние двух этносов. Для русского народа, в котором каждый год больше людей умирает, чем родится, для обескровленного русского генофонда китайская кровь — спасение. Кстати, у русских и китайцев получаются красивые дети.

— Почему доярка Саша живет в грязи, да и сама она — тупа, равнодушна, даже от любви отмахивается, как от мухи.

— Анна, когда в последний раз вы были в русской деревне? Съездите и посмотрите. Русская деревня немногим изменилась со времен гоголевских «Мертвых душ».

— В «Сахарном Кремле» много гротеска, абсурда, но нет ни одного положительного героя. Или я просмотрела?

— Я считаю, что униженные и оскорбленные — положительные герои. Та же Сашенька со своими телятами — вполне положительна. И девочка Марфуша, и рабочая на конвейере, и Ариша, которая присоединяется к диссидентам, чтобы отомстить власти. Все женские образы положительны. В России женщины сильнее мужчин, они сумели сохранить себя.

— Феодальное общество пользуется сотовыми, телевидением, интернетом. И заодно оно темное, суеверное, обожает государя. Это возможно?

— Конечно! У нас полно таких чиновников: ездят на Мерседесах, пользуются Iphon’ом, а в душе у них — родное средневековье. Они бы радовались как дети, если бы на Красной площади по воскресеньям их подчиненных пороли. Я думаю, что в России вполне бы ужились высокие технологии и публичные телесные наказания. Но обе книги не модели будущего, а попытка поговорить о настоящем, о природе государственной власти в России.

— Не жалко было убить Комягу? Такой был популярный персонаж, причем, в половине Европы!

— Не жалко. Точка в дилогии поставлена. Он мой герой, а всех своих героев я люблю. Но — литературной любовью. При этом Комяги, у которых в комодах лежат кагебешные погоны, теперь у власти. Поэтому я расстался с ними только на бумаге.

— Премьер Путин на встрече с молодыми прозаиками советовал писать позитивные вещи. Вы собираетесь написать что-нибудь позитивное о России?

— Как?! Я же уже написал про величие Медопута в пьесе «Занос». Крррррайне позитивное произведение.

— «Занос» продолжает тему власти и народа. Вас ничего другого в России не интересует?

— Меня еще интересует Любовь и Смерть. Слава Богу, власть — советская ли, путинская — пока мне еще сильно не помешала: я жив, здоров, на свободе и могу писать. И даже печататься.

— Представители власти в «Заносе» говорят на современном русском, но их невозможно понять. Они употреляют слова: вечность, героизм, прощение, но в сюрреалистическом контексте.

— Они говорят на языке Власти, который непонятен простым гражданам. Власть в России всегда отдельна, закрыта и непредсказуема. И абсолютно беспощадна по отношению к народу. Какая была при Иване Грозном, такая и осталась.

— В «Заносе» есть польский акцент: все несчастья героев начались с похмелия после зубровки... Ваше последнее пребывание в Варшаве тоже началось с ужина с зубровкой...

— Помню, конечно. На следующий день меня с жуткой головной болью повезли на встречу со студентами Варшавского университета. Польские студенты, а еще больше — их профессора — вылечили меня своими вопросами.

— «Занос» посвящен безвременно ушедшему поэту и графику Д.А. Пригову, автору стихотворения:

Опять поляки метят на Москву
Понять их можно, ведь столица мира
Сначала Солидарность там и хунта
А после — прямым ходом на Москву

Как в сорок первом. Но не оттягать
Теперь земель им исконних российских
Нет, дорогой товарищ Ярузельский
Москвы вам покоренной не видать

— Это писалось после введения у вас чрезвычайного положения. Тогда Польша для брежневских стариков из Политбюро была просто кошмаром. Они не знали, что делать с Польшей. Это стихотворение — как бы ночной бред брежневского функционера.

— Как Вы относитесь к эпохе Ельцына, у которого в этом году 80-летие?

— Во времена Ельцина были три года (до чеченской войны), когда мне было не стыдно за мою страну. Несмотря на весь хаос, при Ельцине впервые в России заговорили о том, что мера всех вещей — человек и его проблемы, а не добро имперского государства. Теперь стоит только включить телевизор и тут же услышим о величии, мощи и непогрешимости России. А человек — опять ничто, он должен приноситься в жертву Государству... Ельцин в душе был нормальным человеком, а не машиной Власти, как, например, Путин. Поэтому Ельцин и ушел сам, не сидел до самой смерти.

— Иностранцам трудно понять, что после эпохи ельцынских свобод возможно будет опять жестко приструнить общество. М что ельцынская система коррумпированности при этом не исчезнет, а даже возрастет.

— Вертикаль власти никто ведь не разрушил. Она стоит, хоть и сильно проржавела. Генетический страх еще жив в нашем народе, он подталкивает людей вставать перед начальством по стойке смирно. Но ржавчину с вертикали власти содрать не удастся: процесс распада идет медленно, но безостановочно.

— Есть ли теперь инженеры душ, на которых власть может опереться?

— Знаете, я все жду первого верноподданнического русского романа. Но никто не пишет! Обленились, мать их! Даже обидно как-то… Другое дело, что литература нынешней властью не очень-то прикармливается. Есть у нас и писатели «патриоты», проливающие слезы по великой империи, но явно прокремлевских писателей пока нет. Мой личный принцип: держаться подальше от власти. На встречу Медведева с писателями меня, к счастью, не позвали, а на банкет Ширака с Путиным во время книжной ярмарки в Париже я не пошел.

— В России слова и символы важнее фактов. Лозунг «Россия встала с колен» обрадовал даже тех, кто реально сидит в ж...

— Сейчас у либералов есть модная поговорка: «Россия встала с колен, чтобы опуститься на четвереньки». Да, Слово у нас по-прежнему важнее Дела. Логоцентризм сознания остается. Это связано с многовековой традицией, пришедшей от Византии.

— Все реформы в России шли сверху. Теперь что-то двинулось снизу: каждого 31дня месяца оппозиция выходит на митинг, чтобы напомнить о 31 статье Конституции.

— Так мир узнал о том, что каждого 31 дня месяцы батальоны ОМОНа бросаются на кучку оппозиционеров. Власть настолько заросла денежным салом, зажирела, настолько оторвалась от реальности, что панически боится даже тени народного бунта. Ее брутальность по отношению к инакомыслящим носит невротический характер. Я лично не принимаю участия в этих акциях. У меня свой «марш несогласных». На бумаге.

— Когда Вы последний раз были в Кремле?

— Лет пять назад, на оперной постановке «Бориса Годунова». Это было под открытым небом, было очень холодно, стояла огромная луна. Мы с женой так продрогли, что сразу понеслись в ресторан «Пушкин» выпить водки и согреться. А в «Пушкине» встретили Виктора Ерофеева, прилетевшего из Новосибирска с постановки его оперы «Жизнь с идиотом»! В общем, все было аутентично.

— А по Красной площади часто гуляете?

— Гулял. Лет 20 тому назад.

— В «Сахарном Кремле» Ленин уже похоронен. Как вам кажется, похоронят ли его до 2028 года?

— Мне кажется, что во время грядущего народного бунта его труп разорвут на сувениры.

Беседовала Анна Жебровска

отсюда